Sekrety naszych mam

sekrety naszych mam

sekrety naszych mamRenta 1340 zł na miesiąc po zmarłym mężu górniku.
Zero trzynastek, dodatkowych nagród czy dorabiania. Tanie wieczory w kinie raz w tygodniu, kosmetyczka raz na dwa miesiące, z fryzjera zrezygnowała (włosy farbuje sama), ale obiad w knajpce, czemu nie? Już nie pali, bo przecież paczka papierosów jest teraz taka droga, ale z wina i to coraz lepszego nie myśli rezygnować.

Nie wiem jak ona to robi, ale wiem, że ma jeszcze odłożone kilka groszy na niespodziewane wydatki. Ja zarabiam kilka razy więcej i stale nie mam pieniędzy, czasami pożyczam je nawet od mojej mamy. A To, że zarabiam więcej nic kiedyś nic nie zmieniło. Tak samo jak kiedyś mam zero oszczędności i pożyczam u mamy. O co w tym wszystkim chodzi? Nie wiem, chyba o zachowanie zdrowego rozsądku. A moja mama po prostu wydaje na bieżące potrzeby i mam wrażenie, że niezależnie ile by zarabiała to jej wydatki nie uległyby wielkiej zmianie.
Podpytałam mamę i co mi wyszło

Jedzenie:

-kupuje raz w tygodniu w hipermarkecie, a nawet raz na dwa tygodnie – kupuje tam takie rzeczy jak mleko, mąkę cukier, żywność w puszkach, ryż, makarony itd. – marże w małych osiedlowych sklepach są niestety ogromne, więc stara się większość rzeczy kupić w hipermarkecie. Nawet jak w maju wyjeżdża na kilka miesięcy do swojego domku na wsi, to żywność zajmuje połowę bagażnika. Okazuje się, że wiejskie sklepy, wbrew pozorom nie są tanie.

– chleb kupuje w sprawdzonej piekarni – nie do pomyślenia jest, żeby zrobiła to w przypadkowym sklepie, podobnie jest z mięsem – w jej ulubionym „rzeźniku” ma przekonanie, że mięso jest tam świeże i czyste. Wędliny kupuje jeszcze w innym miejscu – tutaj moja mama jest skłonna dorzucić kilka złotych więcej, ale „szynka to musi być szynka, a nie woda.”

– nie marnuje jedzenia, z różnych resztek pozostałych w lodówce czaruje różne magiczne potrawy. Jednak jej podstawową zasadą jest nie kupowanie rzeczy, które szybko się psują w nadmiarze.

– wygrywa na tym, że w wakacje robi weki . Soki kupowane w kartonach są bardzo drogie, mają różny smak i są bardzo słodkie, karton soku kosztuje od 3 do 5 zł i przy dwuosobowej rodzinie jeden wystarcza na jeden dzień. Zakładając, że pijemy taki sok co drugi dzień to wydajemy miesięcznie od 45 do 75 zł. Moja mama robi zapasy na zimę –też wydaje na owoce i cukier, a także energię do przygotowania, ale nie aż tak dużo i przede wszystkim jest pewność, że sporządzona przez nią żywność jest bez konserwantów. A wiadomo, że soki organic to koszt jeszcze większy niż 5 zł za litrowy karton. Pyszna soki z truskawek, wiśni czy czaj czerwonej porzeczki są ni do pobicia. I soki jagód. Za darmo. Sama zbiera owoce w lesie łącząc przyjemne pożytecznym. Podobnie z grzybami – począwszy od prawdziwków, a skończywszy na maślakach, które też sama zbiera suszy lub wekuje – oszczędność bardzo duża, bo słoik prawdziwków kosztuje ponad 10 zł, a czasami i dużo więcej.

– jak gotuje zupy, to raczej z tych tzw. treściwych – jak zjesz talerz to już nie masz miejsca na drugie danie.

– woda mineralna – nie kupuje tych za ok. 1,60, ale te w granicach złotówki za 1,5 litra – moja mama wychodzi z założenia, że woda w butelce, aby była dopuszczona do sprzedaży musi i tak przejść wszystkie atesty – a każda woda smakuje tak samo. Raczej nie kupuje pięciolitrowych baniaków, bo chociaż tańsze, to jednak zużycie takiej ilości wody w ciągu dwóch dni jest raczej trudne, potem to już taka woda jest niezdatna do picia.

Z pewnością wydaje sporo na kosmetyki i to sprawdzonych firm, które nie należą do najtańszych. Kupuje wypróbowane marki, bo na wiele innych ma uczulenie. Tak jak wspomniałam dobre czerwone wino mile widziane do obiadu. Wakacje – oprócz wiejskiego domku to przede wszystkim morze. Zawsze warto wyjechać, najlepiej do Dębek, albo Jastrzębiej Góry i to najlepiej na dwa tygodnie. Przecież przez tydzień nie zdąży wypocząć!

Poza tym moja mama ma jeszcze inną słabość, zakodowaną z lat dawniejszych. Kurtki skórzane. Dla niej to synonim czegoś lepszego i musi to mieć. Dlatego też średnio raz na dwa lata kupuje sobie nową, a koszt jednej to ok. 600 zł. Ale moja mama przecież nie może cały czas chodzić w tej samej, bo co powiedzą sąsiedzi.
I to wszystko za 1340 zł miesięcznie.

Wiktoria Rupert