Budżet domowy po kryzysie

budżet domowy po kryzysie

budżet domowy po kryzysieOSZCZĘDNOŚĆ to z całą pewnością jedyna cenna umiejętność, której nie wyniosłam z rodzinnego domu. Z powodu ryczałtowego rozliczania wody, odkąd pamiętam lała się ona wiadrami. Metoda rozliczania gazu była identyczna, natomiast wysoka zniżka na energię elektryczną z tytułu zatrudnienia mamy w Zakładzie Energetycznym powodowała, że nie mieliśmy potrzeby oszczędzania energii.

Będąc na studiach opuściłam dom rodzinny rozpoczynając życie na własny rachunek i już podczas otwierania pierwszych kopert z rachunkami, dostałam przysłowiowym obuchem w łeb! Mieszkałam wtedy jeszcze z chłopakiem w wynajmowanym mieszkaniu i nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji stosowania nabytych przyzwyczajeń.

Pierwszy rachunek za gaz był w normie, bo gotowania zupy nie należy traktować w kategorii zbytków, natomiast wysokość pozostałych wołała o pomstę do nieba. Sama nie wiem, co było gorsze – ilość zużytych litrów czy kWh, ale mój szok był adekwatny do sumy obydwóch. Aby zminimalizować swoje poczucie winy, biegałam do kas elektrowni, gazowni i wodociągów, gdzie regulowałam haniebne rachunki bez dodatkowych opłat i prowizji, jednocześnie przysięgając sobie „od dzisiaj oszczędzamy”.

Nawyków a zwłaszcza złych ciężko się pozbyć w ciągu jednego okresu rozliczeniowego a słowa „przyzwyczajenie to druga natura” wreszcie nabrały dla mnie znaczenia.

Dzisiaj sama stworzyłam rodzinę i muszę przyznać, że proces samo resocjalizacji w zakresie oszczędzania jest w toku. Trwa nauka samokontroli w łazience przy jednoczesnym zgłębianiu wiedzy z literatury fachowej czyli wszelkich publikacji na temat szybko nagrzewających się i łatwo przewodzących ciepło garnków, wodo oszczędnych baterii z perlatorem, sprzętów AGD klasy AAA, energooszczędnych żarówek, dwudzielnych spłuczek z funkcją Stop, etc.

Stojąc w obliczu zakupu pierwszego mieszkania, wybór padł na indywidualnie ogrzewany lokal bezczynszowy w środkowej części budynku, aby pomimo złych nawyków z przeszłości wraz z nie oszczędzającym nikogo kryzysem, z pełnym przekonaniem móc powiedzieć, że w moim domu nic się nie marnuje.

Pomimo zainstalowania wszystkich tych urządzeń, niezbędne jest coś jeszcze – nasz zdrowy rozsądek. Każdą, nawet prozaiczną czynność należy wykonywać z głową, bo tylko ona w połączeniu z całym sztabem współpracowników w postaci inteligentnych urządzeń przyniesie oczekiwaną OSZCZĘDNOŚĆ.

Zaoszczędzone kilkaset złotych rocznie, przekłada się na niepoliczalny ekologiczny zysk, zatem jest to sukces zarówno w skali rodziny jak i globalny.

Kinga Stefańska-Krosta