IgorZalewski | Ostatni wpis: 26.05.2010 20:38
Igor Zalewski
Czarodziejki domowego budżetu
26.05.2010 20:38
Moja mama w trudnych czasach reformy Balcerowicza powtarzała często, że powinna być ministrem finansów. Brzmiało to chełpliwie, ale faktycznie była czarodziejką domowego budżetu. Z jednej, raczej lichej pensji (ma dzisiaj nieco pond 1000 złotych emerytury) utrzymywała samotnie dom, w którym nigdy niczego nie brakowało. Trzeba było kupić telewizor - kupowała. Regał - kupowała. Dywan - nie ma sprawy. Radiomagnetofon w Peweksie do dorastającego gówniarza - jak najbardziej. W dodatku nie miałem poczucia, że żyliśmy jakoś straszliwie oszczędnie. Co jakiś czas mogliśmy sobie pozwolić nawet na odrobinę socjalistycznego luksusu. Jeśli czegoś brakowało to nie tylko nam - po prostu za komuny nikt tego nie miał. Ale i w takich sytuacjach w odwodzie pozostawał mityczny Peweks, a moja mama jakimś cudem zawsze posiadała ilość dewiz pozwalającą nabyć pół litra lepszej wódki na imieniny i słone orzeszki oraz puszkę coli dla syneczka (tak, tak orzeszki i napoje w puszkach były niedostępne jak gadżety z filmów o Bondzie).
Gdybym ja, już jako dorosły człowiek dysponował podobnymi zasobami, to już drugiego brakowałoby mi do następnego pierwszego. Miałbym gigantyczny dług na karcie kredytowej, a w końcu umarłbym z głodu, a wraz ze mną moje dziatki. Tymczasem moja mam potrafiła mnie nie tylko wyżywić, ale nawet utuczyć. Jak, jak do licha ona to robiła? A raczej one, bo takich matek było i jest pewnie więcej. Skubane.