Biblioman | Ostatni wpis: 08.04.2010 20:46
Książki - jak, gdzie, za ile...
Bibliomania
08.04.2010 20:46
Tak właśnie nazywa się antykwariat na Solcu, między Tamką a Czerwonego Krzyża. Miejsce, dzięki któremu moja biblioteka powiększyła się w ostatnim roku na pewno o sto kilkadziesiąt tomów. Niestety, takie punkty, szczególnie w centrach wielkich miast, już należą do białych kruków. Niedługo zapewne wcale ich nie będzie, a ludzie, którzy uważają, że warto grzebać się w stertach książek za złotówkę, będą musieli zapuszczać się na bazary.
Właściciele zachęcają – jeśli masz wyrzucić, przynieś do nas. Koncepcja ze wszech miar słuszna, a ceny bajecznie niskie. Oczywiście, w stosie książek za złotówkę czy kilka złotych nie dokopiemy się rzadkości, ale w ten sposób można skompletować wydawnictwa, które nie tak często trafiają się w „normalnych” antykwariatach. Udało mi się uzupełnić na przykład tłumaczenia z osiemnastowiecznych powieści angielskich – Sterne, Fielding itp. Rzeczy wydawane w latach 50., często nie wznawiane, a tu w stanie znakomitym za dwa-trzy złote. Grzech nie kupić. Kilkanaście złotych za poszczególne tomy prac Chłędowskiego o Włoszech to również okazja. Trzeba tylko cierpliwości i systemu, dzięki któremu spokojnie możemy się przedzierać przez hałdy druków złożone na stołach.
Los antykwariatu wisiał na włosku – pragmatyczni urzędnicy zamierzali pozbyć się mało dochodowego gościa. Na szczęście mamy rok wyborczy (bo w rozsądek decydentów nie wierzę) i na razie groźba eksmisji została odsunięta. Niestety, mam dziwne przeczucie, że nie na zawsze.